Rozdziały

Którego bloga usunąć?

wtorek, 21 lipca 2015

100B. Your sky is full of stars, I wanna die in your arms.

NATHAN:

Po dwóch godzinach lekarz w końcu wyszedł z bloku operacyjnego.
- Co z moją żoną? Co z dziećmi? - od razu wstałem i do niego podbiegłem.
Lekarz zatrzymał się i popatrzył na mnie oraz stojących za mną Toma i Dawida.
- Nie mam dobrych wieści.. Nie zdołamy uratować wszystkich.
- Co to znaczy? - zapytał Thomas, widząc, że nie mogę wydusić z siebie słowa.
- Panowie są braćmi, prawda? - zapytał a Tom i Dawid przytaknęli - Proponuję zwołać tu całą rodzinę, tych, z którymi pani Ann chciałaby się pożegnać.
- Pożegnać? - Dawid ledwo powiedział to jedno słowo, będąc bladym, jak szpitalne ściany.
- Będę z panami szczery - zaczął lekarz a ja usiadłem na składanym krześle przy ścianie, przygotowując się na najgorsze - Kula przebiła wątrobę pani Ann, a tym samym przeszła tam, gdzie znajdowały się bliźniaki. Chłopczyk walczył o życie, ale miał tylko 5% szans, że to mu się uda. Przykro mi, ale osłonił siostrzyczkę całym swoim ciałem i nie udało nam się go uratować - poczułem dłoń na moim ramieniu - Dziewczynka za to czuje się dobrze i mimo, że dzieci musiały urodzić się wcześniej i jest ona wcześniakiem, przeżyje i jeszcze da tatusiowi w kość - wyczułem chęć rozładowania napięcia w jego głosie.
- A co z naszą siostrą? - zapytał Tom.
- Proszę zawiadomić rodzinę - powtórzył swoje słowa - Niedługo przewieziemy ją do normalnej sali i spróbujemy ją obudzić. Wtedy dajemy jej tylko kilka godzin życia, dwie może trzy...
Skończył , a ja myślałem, że świat się zawalił. Miałem nadzieję, że gorzej już nie będzie, ale się myliłem. Ukryłem twarz w dłoniach i najzwyczajniej w świecie się popłakałem. Usłyszałem kroki oddalającego się lekarza, a po chwili Tom i Dawid usiedli po obu moich stronach i mnie objęli.
- Musisz być silny Nathan - pierwszy odezwał się Thomas.
- Ann nie chciałaby, żebyś się załamał - dodał Dawid.
- Jak mam to zrobić?! - powiedziałem przez łzy, wycierając trzęsącymi się dłońmi oczy - To wszystko moja wina - zacząłem mówić jak w transie - Chciałem z nią być, zostawiłem dla niej Dio.. - głos mi się załamał - poprosiłem Ann o rękę i pozwoliłem jej na zabieg.. To przeze mnie spotkało ją to wszystko - przetarłem oczy - Gdyby nie ja, nie miałaby styczności z tą.. psychopatką, która za wszelką cenę chciała nas rozdzielić. Przeze mnie Ann tylko cierpiała.
- Nie prawda Nathan. Znam Anię całe życie i nigdy nie była bardziej szczęśliwa jak przez te dwa lata tutaj w Londynie - Dawid.
- Proszę cię, nie kłam - spojrzałem na niego, ale zobaczyłem w jego oczach prawdę i troskę, po czym mnie uściskał.
- Dawid, zostań z naszym szwagrem, a ja zawołam wszystkich - powiedział Tom i zniknął z moich oczu.

Weszliśmy do sali gdzie znajdowała się moja żona. Nie mogłem powstrzymać łez, ale gdy spotkałem wzrok Dawida, wytarłem oczy i podszedłem do łóżka. Leżała na nim, słaba, bliska końca, czekająca na najgorsze, ale mimo wszystko uśmiechnęła się do nas najpiękniej jak mogła. Usiadłem na krześle, a po drugiej stronie łóżka usiedli Dawid i Thomas.
- Dziękuję, że jesteście. Nie mogłabym odejść, gdybym się z wami nie pożegnała. Jessica, mama i James?
- Utknęli w korku - powiedziałem z trudem.
- Nie szkodzi - złapała mnie za rękę - Powiedz im, że ich kocham i dziękuję za wszystko - spojrzała na mnie a ja kiwnąłem głową.
Rozejrzałem się po wszystkich i w oczach każdego widziałem łzy, które spływały po policzkach. Ja starałem się być silny, silny dla Ani.
- Dziękuję, że was wszystkich poznałam. Jesteście dla mnie jak rodzina i kocham was za to. Ale przyszedł czas, żeby się pożegnać - spojrzała na wszystkich - Max, Jay, wiem, że jesteście teraz sami, ale mam nadzieję, że w końcu znajdziecie swoje drugie połówki i będziecie cholernie szczęśliwi - podeszli do niej i ją przytulili.
- Siva, Nareesha żeby wasza miłość nigdy nie zgasła. Wychowajcie Brooklyna na wspaniałego człowieka i bądźcie szczęśliwi - także ją przytulili.
- Kelsey, tak dużo ci zawdzięczam, tak dużo dla mnie zrobiłaś. Szczególnie to, ze przyjęłaś mnie do swojego domu, gdy przyjechałam z Polski  - przytuliły się i usłyszałem od Kels, że kocha moją Anię.
- Braci kocham najbardziej - uśmiechnęła się do nich - Tom, dziękuję, że mnie znalazłeś. Kocham cię i zawsze będę twoją młodszą siostrą. Pamiętaj, zaopiekuj się naszym młodszym bratem i nigdy nie skrzywdź Kelsey - uściskała go tak, jak siostra brata.
- Dawid, dziękuję, że zawsze przy mnie byłeś.
- To ty zawsze byłaś ze mną - szepnął, gdy podszedł do niej i złapał ją za rękę.
- Ty byłeś ze mną braciszku - uśmiechnęła się - Pamiętaj, że zawsze będziesz moim bratem, bez względu na jakieś papierki, bo ważne jest to co czuję w sercu. A ty masz tam swoje szczególne miejsce. Kocham cię. Przytul się.
W końcu obróciła się w moją stronę a później spojrzała na drzwi. Po chwili otworzyły się i do sali weszła pielęgniarka pchając łóżeczko z naszym dzieckiem.
- Nathan.. Podasz mi naszą córeczkę? Zostań z nią i się nią zaopiekuj. Ja zabieram ze sobą naszego synka. Będziemy rozdzieleni, ale kiedyś się spotkamy, pamiętaj - uśmiechała się patrząc na malutką istotkę, którą trzymała w rękach - Dziękuję Nathan. Dziękuję, że cię spotkałam. Że pokazałeś mi co to jest prawdziwa miłość. Nigdy nie czułam się przy Robercie tak jak przy tobie. Wiem, że naszej córeczki nie stworzyliśmy tak jak powinniśmy, przepraszam cię za to, że nie mogłam zajść naturalnie w ciążę, ale pokochaj ją, opiekuj się i wychowaj. Wspomnij jej czasem o mnie. Może będzie do mnie podobna - uśmiechnęła się - Kocham cię, jesteś najlepszym co mnie w życiu spotkało. Miałeś racje, trzy lata to żadna różnica, jeśli się kogoś kocha. Możesz mnie pocałować ten ostatni raz?
Nachyliłem się nad nią i położyłem dłoń na jej policzku. Był zimny. Popatrzyłem jej głęboko w oczy. Nie miały tego samego blasku co zawsze, ale widziałem w nich miłość i czułość, ale zarazem strach. Też się bałem. Jak ja sobie bez niej poradzę...
- Your sky is full of stars, I wanna die in your arms - szepnęła, a ja wreszcie zbliżyłem swoje usta do jej ust.
Pocałowałem ją a ona odwzajemniła pocałunek. Nasze języki tańczyły ze sobą. Muszę zapamiętać smak tych ust. Zapamiętać go na zawsze...
Nagle maszyny zaczęły piszczeć jak oszalałe. Ann odeszła w pocałunku, a ja oderwałem się od niej i szpital wypełnił się moim pełnym bólu wrzaskiem rozpaczy.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Gotowi na epilog? <3
Odsyłam do ANKIETY

5 komentarzy:

  1. nieee... nie zrobiłaś tego xd
    powinnam nadal strajkować no ale no...
    ech...
    chyba nie byłam na to gotota xd


    zgadnij na co zagłosowałam :P

    OdpowiedzUsuń
  2. Nieee! Ona musi żyć! Dlaczego ty mi to robisz? :c

    OdpowiedzUsuń
  3. Dlaczego?! Dlaczego ona umarła?
    Miałam nadzieję, że jednak uda ją się uratować i przeżyje.

    OdpowiedzUsuń
  4. Nieee ale dlaczego? Niech ona wraca :( poplakalam się i to bardzo :(

    OdpowiedzUsuń
  5. Why? Why? To takie smutne :( Aż miałam łzy w oczach.
    Też myślałam, że ją uratują i wszyscy będą żyć długo i szczęśliwie.
    To ciekawe co będzie w epilogu. Po tym rozdziale nie wiem czego się spodziewać ale niech będzie mega jak reszta nawet lepszy :D

    OdpowiedzUsuń